Powiadom mnie o dostępności! Poinformuję Cię o dostępności tego produktu. Zostaw tutaj swój aktualny adres mailowy.

Skąd u mnie zainteresowanie zero-waste?

Cześć, mam na imię Marta. Mam 22 lata i na codzień jestem studentką medycyny. Od półtora roku prowadzę własną firmę, która zajmuje się etyczną produkcją i sprzedażą artykułów less waste. Prowadzę też media społecznościowe o tej tematyce. Zainteresowałam się zero waste i slow life ponad dwa lata temu, a chwilę później w mojej głowie wykiełkował pomysł na Wielorazówkę. Na początku stycznia zaczęłam nagrywać podcast WIELOROZMÓWKA, który możecie wysłuchać na Spotify, YouTube i Apple Podcasts. Spisywałam sobie scenariusz do każdego odcinka i tak powstało kilka fajnych, długich tekstów, które postanowiłam wykorzystać do stworzenia bloga. Stosunkowo niewielki procent moich obserwatorów słucha mojego podcastu (widzę to w statystykach), więc zdecydowałam się na powielenie ich treści w formie pisanej. Mam nadzieję, że tak trafię do większej ilości osób.

W tym poście opowiem Wam jak trafiłam na zero waste, co o tym wszystkim na początku myślałam i jak to się stało, że nie zniechęciłam się po pierwszych porażkach.

Pierwszy raz na to słowo trafiłam na początku 2017 roku. Zbiegło się to w czasie z moim zainteresowanie weganizmem i akurat przetrząsałam YouTube w poszukiwaniu nowych foobooków i inspiracji jedzeniowych. Tak natrafiłam na kanał pewnej Kanadyjki – Amber, która prowadzi kanał o nazwie Fairly Local Vegan. Opowiadała ona tam dużo o minimalizmie, o tym jak żywi swoją rodzinę i ogólnie był to taki luźny, lifestylowy, wegański klimat. Aż pewnego dnia Amber opublikowała film, teraz już naprawdę nie pamiętam co to było dokładnie, ale wydaje mi się, że coś w stylu 10 sposobów na życie zero waste. Wiem, że brzmi to bardzo górnolotnie, ale można powiedzieć, że ten filmik zmienił moje życie, bo gdyby nie on to możliwe, że Wielorazówka w ogóle by nie powstała, a ja teraz zajmowałabym się czymś zupełnie innym. Albo nie zajmowałabym się niczym szczególnym, tylko po prostu bym sobie spokojnie studiowała.

Dużo później przeczytałam i obejrzałam na ten temat. Poznałam różnych blogerów, między innymi Kasię z bloga Ograniczam się i Bee Johnson, którą można chyba uznać za pierwszą na świecie blogerkę, która dotarła z tą filozofią do szerszej publiczności. Zafascynowała mnie idea takiego odpowiedzialnego, czystego i minimalistycznego życia. Widziałam różnych blogerów z tym magicznym słoikiem ze śmieciami, które zgromadzili przez cały rok i poczułam się bardzo natchniona do zmian.

Stety-niestety bardzo szybko przyszło zderzenie z rzeczywistością i oczywiście okazało się, że chodź bym się dwoiła i troiła to nie ma opcji żebym nawet comiesięczne plastikowe śmieci zamknęła w takim słoiku. Chyba u każdego przychodzi w takich sytuacjach naturalna faza frustracji i chęć zrezygnowania, bo skoro nie da się żyć tak idealnie jak w tych filmikach na youtubie to jest to bez sensu i po co w ogóle się starać. Spoko, że przyszły do mnie takie myśli, bo trochę się nad tym pogłowiłam i wymyśliłam sobie, że przecież nie ma żadnej kary, mandatów, ani groźby wykluczenia z tego fajnego klubu zero-wastowiczów, jeśli kupię coś w plastiku albo w inny sposób złamię jakieś wymyślone zasady. Trzeba się pozbyć takiego zero jedynkowego myślenia, że albo jesteś idealnym zero-wastowiczem, albo nie warto w ogóle się starać. Dla mnie zero waste w tej chwili to nie jest sztywny zbiór zasad, tylko filozofia i styl życia, który obecny jest z tyłu mojej głowy przy każdej decyzji jaką codziennie podejmuję. Naprawdę przy podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji staram się wybrać opcję lepszą dla środowiska, nie zawsze jest to opcja możliwie najlepsza, ale zawsze się staram. Np. jak muszę rano jechać na dworzec to wstanę 10 minut wcześniej, pomarznę chwilę na przystanku, ale nie pojadę taksówką, bo nie będę dokładać ręki do problemu smogu w Krakowie i zawsze jeśli jest taka możliwość to wybiorę podróż komunikację miejską albo środkiem masowego transportu, czyli autobusem lub pociągiem. Tylko nocami po imprezach wracam do domu Uberem ze względów bezpieczeństwa, ale w każdym innym wypadku wybieram komunikację miejską. Rok temu miałam operację nosa i po wszystkim następnego dnia wróciłam sobie do domu tramwajem. Innymi przykładami tego jak zero waste jest obecne w moim życiu na każdym kroku są takie pozornie błahe codzienne drobnostki jak wybór papieru toaletowego z recyklingu, mydła w kostce zamiast butelek z żelem pod prysznic czy rezygnacja albo bardzo duże ograniczenie zakupów w sieciówkach. Przy każdym posiłku codziennie podejmuję decyzję co jest najlepsze dla naszej planety i staram się jeść wegańsko. Ja w tej chwili nie potrafię sprowadzić całej filozofii zero waste to tych 5 R czy do jakiegoś dekalogu zasad, bo po prostu obejmuje to każdą dziedzinę mojego życia. Jak się da to zawsze staję po tej zielonej stronie, ale jak się nie da to się nie da i nie robię sobie z tego powodów wyrzutów sumienia. Ciągle popełniam różne błędy, ale nie zamartwiam się nimi, tylko wyciągam wnioski i staram się następnym razem podjąć lepszą decyzję i idę dalej.

Fajnie, że na samym początku udało mi się uniknąć tego bardzo częstego błędu i nie zaczęłam przygody z less waste od obkupienia się w fajne gadżety. Jak to studentka, nie byłam wtedy specjalnie przy kasie, więc niczego nie kupiłam tylko znalazłam w domu jakąś starą plastikową butelkę na wodę, torbę na zakupy i jakiś nieszczelny kubek termiczny i od tego zaczęłam. Zaczęłam od takich prostych rzeczy jak totalny ban na plastikowe siatki, przestałam kupować wodę i soki w kartonikach, co mogłam staram się kupować w szkle, szukałam sklepu z produktami na wagę w Krakowie, wymieniłam papier toaletowy, wypróbowałam pierwszy szampon w kostce. Były to takie przyjemne zmiany, które naprawdę nie kosztowały mnie wiele wysiłku. Szybko okazało się, że jednak brakuje mi niektórych przedmiotów np. wielorazowych wacików kosmetycznych do zmywania makijażu, woreczków na pieczywo, warzywa, owoce i innych taki rzeczy, które pozornie mogą się wydawać właśnie takimi gadżetami. Zaczęłam wtedy szukać takich produktów w Polsce i wtedy istniała tylko jedna firma, która zajmowała się produkcją worków. Wydaje mi się, że myjek konopnych, które widziałam wtedy na zagranicznym youtubie w Polsce jeszcze nikt wtedy nie sprzedawał. To samo z wielorazowymi wacikami. Poprosiłam mamę i Babcię żeby mi uszyły te produkty, bo wtedy jeszcze u siebie w Krakowie nie miałam maszyny do szycia. Uszyły mi kilka worków z moich starych spodni z piżamy, która tak mi pękła w kroku, że nie dało się już ich naprawić. Woreczki wyszły naprawdę porządnie i zaczęłam ich używać na codzień. Już dosłownie po paru tygodniach dostrzegłam w tym pomysł na biznes, bo po prostu bardzo ułatwiło mi to życie, ale o tym jak dokładnie powstała Wielorazówka opowiem Wam innym razem.

Nasze woreczki „zamiast foliówki”

Teraz wróćmy jeszcze na chwilę do tego skąd u mnie zainteresowanie zero waste. Nie znałam tego słowa do 2017, ale interesowałam się ekologią już dużo wcześniej. U mnie w domu od kiedy pamiętam Mama zawsze segregowała śmieci. Jak byliśmy dziećmi to z moim bratem raz na jakiś czas wywoziliśmy z domu makulaturę i puszki do skupu i dostawaliśmy za to drobniaki, które dzieliliśmy między sobą. Wydaje mi się, że to były jeszcze te czasy kiedy temat segregacji śmieci w ogóle nie istniał i na naszym osiedlu nie było w ogóle opcji segregacji śmieci. Mama zwracała nam uwagę na to żeby zgaszać po sobie światła i żeby odłączać z prądu nieużywane sprzęty. To ona zaszczepiła we mnie takie dobre nawyki, które teraz mieszkając już sama mogę w swoim mieszkaniu kontynuować. Sama z siebie bardzo interesowałam się od zawsze przyrodą, zwierzętami, a moim ulubionym kanałem w telewizji był NatGeo i filmy o zwierzętach morskich.

To że moja Mama i Babcia, która z nami mieszka, są w tym zakresie takie postępowe i pozytywnie nastawione miało też oczywiście ogromny wpływ na Wielorazówkę. Często się mnie pytacie jak Mama i Babcia zareagowały na to całe zero waste i pomysł na firmę. No więc wyobraźcie sobie, że ja im to wszystko przedstawiłam, a oni stwierdzili, że to świetny pomysł i tyle. Trochę zajęło mojej Mamie nauczenie się poprawnego wymawiania słowa zero waste, a moja Babcia nie mogła zapamiętać jak się nazywa firma, ale to były jedyne problemy :).

My po prostu żyliśmy już wcześniej w całkiem ekologiczny sposób, tylko nie nazywaliśmy tego życiem zgodnym z filozofią less waste. Trzeba jednak przyznać, że w momencie kiedy odkryłam blogi na ten temat i całą zieloną stronę internetu wyciągnęłam z tego bardzo dużo pomysłów i inspiracji do zmian, na które nie wpadłam wcześniej. Głupio teraz nawet o tym mówić, ale nie piliśmy wody z kranu, póki nie dowiedziałam się o zero waste, bo nawet nie wiedziałam, że taka woda nadaje się do picia. Mam też tutaj ogromny żal do systemu edukacji w Polsce, bo może gdyby takie proste ekologiczne zasady były regularnie przedstawiane w szkołach, niekoniecznie opakowywane w tą otoczkę zero waste to moja świadomość w tym zakresie przyszłaby naturalnie z 10 lat wcześniej.

Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam trochę sytuację i teraz już wiecie skąd u mnie zainteresowanie zero waste. Wiem, że nie była to żadna fascynująca historia, ale naprawdę dużo osób się mnie o to pytało i pomyślałam, że to dobry materiał na pierwszy blog post. W następnym poście opowiem Wam o głównych zasadach zero waste czyli tak zwanych tajemniczych „5 R”.

Podziel się swoją opinią